Ufać vs Zaufać 

To rozróżnienie jest ze mną od dawna. Było zanim pojawiły się słowa, którymi mogłabym je opisać. Pamiętam, że moje pierwsze próby definiowania rozróżnienia nie dawały ludziom (wielu) jasności, a mimo to nie przestawałam mówić o ufaniu i zaufaniu. Dużo łatwiej mi było zdefiniować „ufność”. Mocno ją czuję. Jej definicje dostałam od Agnieszki Pietlickiej „Ufam, że cokolwiek nam się przydarzy, będziemy umieli zająć się tym z godnością”. 
Ufność osadza się na przekonaniu, że ludzi łączą pewne uniwersalne wartości, idee, do których odwołujemy się nawet wtedy, gdy wypowiadane czy słyszane słowa wydają się „nieludzkie”, gdy okoliczności nie wspierają naszego zaufania do siebie, drugiego, świata. Ufność jest fundamentem relacji. Każdej. Z sobą samym i z drugim człowiekiem. Bliskiej i tej dalekiej; codziennej i od święta. Mam wrażenie, że rodzimy się z ufnością.

Zaufanie jest procesem. Potrzebuje czasu, przeżyć, doświadczenia. Brene Brown w swojej ostatniej książce („Z odwagą w nieznane. Jak znaleźć poczucie przynależności bez utraty siebie) podaje 7 elementów składających się na zaufanie (do siebie i do drugiego) i opatruje je skrótem BRAVING:
B (boundaries) – poszanowanie granic,
R (reliability) – rzetelność; słowa i czyny idą tą samą drogą,
A (accountability) – odpowiedzialność; za słowa, zachowania, uczucia, potrzeby
V (vault) – skarbiec – intymność, poufność
I (integrity) – spójność, integralność – przedkładanie odwagi nad wygodę; życie wartościami, które wyznajemy,
N (nonjudgment) – nieocenianie,
G (generosity) – hojność – widzenie zachowań jako dostępnych i najlepszych strategii. 

Pasować vs Przynależeć

Pasowałam do wielu miejsc, grup i ludzi. Pasowałam do klasy, do samorządu najpierw uczniowskiego, potem studenckiego, do tej i tamtej wspólnoty. Do rodziny, bliższej i dalszej, nawet do rodzin moich przyjaciół. Pasowałam bo potrafiłam się DOpasować. Do oczekiwań, jakie miałam wobec siebie samej, i jakie mieli wobec mnie inni. Pasowałam, bo wiedziałam co powiedzieć, jak się zachować, kiedy milczeć, wycofać się, a kiedy wyjść przed szereg. Czasem to była moja decyzja, mój wybór, a czasem to była konsekwencja presji: osobistej, rodzinnej, społecznej.

Dziś też gdzieś pasuję (a gdzieś nie). Ale dziś najbardziej chcę przynależeć. Być Częścią. Niewymienialną. Niedoskonałą. Nieidealną. Przynależeć czyli być PRZYJĘTYM. Z całym swoim bagażem. Bez „kiedy” i bez „jeśli”.

Spokój vs Opanowanie

Nie urodziłam się spokojną i opanowaną. Przez większość swojego życia nie była ani spokojna, ani opanowana. Nic więc dziwnego, że zanim dostrzegłam różnicę między spokojem, a opanowaniem, trochę wody upłynęło

Dziś spokój widzę jako stan ducha, wewnętrzną postawę opartą o równowagę i harmonię. Umiejętność uspokajania swoich myśli, nabierania wobec nich dystansu. Świadomość tego, co jest rzeczywistością i tego, co jest moim wyobrażeniem o niej.
Spokojowi towarzyszy kreatywność. 


Opanowanie to raczej stan zewnętrzny. To trzymanie w ryzach emocji, które pojawiły się. Trzymanie ich ze względu na przekonania jakie mam, sytuację, w której się znajduję, oczekiwania jakim zamierzam sprostać.
Opanowaniu towarzyszy pewien rodzaj napięcia, które z czasem zastępuje irytacja lub frustracja.

Korzystając z kluczowego rozróżnienia z obszaru Self Reg porównuję spokój do samoregulacji, a opanowanie do samokontroli. Spokój obejmuje wszystkie elementy naszego Bycia: ciało, umysł, ducha. Opanowanie zwykle tylko jeden z elementów.